TRAVELITO - testowanie przyczepek przed zakupem


Test przyczepki rowerowej Burley Honey Bee

Recenzja przyczepki Burley Honey Bee

Poniższy test nie jest typowym testem użytkownika, gdyż przyczepki Honey Bee nie dane nam było jeszcze wypróbować w terenie. Natomiast uważam, że wielogodzinne przejażdżki pokrewnymi modelami Bee i D’lite, a także dokładna lustracja przyczepki „na żywo” w salonie u dystrybutora, dały mi pełne prawo do napisania tego tekstu.

ZALETY:

Niewątpliwie największą zaletą przyczepki Burley Honey Bee jest fakt, że za (względnie) niewielkie pieniądze czyli 1500 zł otrzymujemy markową, atestowaną przyczepkę 2w1 dla dwójki dzieci. Przerobienie przyczepki w wózek trwa chwilę. Kółeczko wózkowe obracamy z jednej pozycji na drugą po okręceniu nakrętki. Jest to wyjątkowo prosty sposób, nie wymaga szarpania się z zawleczką, jak w niektórych innych przyczepkach. Samo kółko zostało umieszczone na ruchomym dyszlu rowerowym, który w zależności od sytuacji możne przedłużyć bądź skrócić. Dodatkowo projektanci zaopatrzyli dyszel w blokadkę, uniemożliwiającą przypięcie go do roweru, w momencie gdy kółko jest skierowane na dół, a także jasno opisali, która pozycja przynależy do którego środka transportu.

Honey Bee jest wyposażony w niezwykle wygodną rączkę, płynnie ustawianą w dowolnej pozycji. W odróżnieniu od modelu D'lite nie jest ona specjalnie profilowana. Charakterystyczny dla tej przyczepki jest także hamulec postojowy z systemem łatwego blokowania. Wystarczy nogą przesunąć wajchę: lewo – prawo, by koła zostały unieruchomione. Bez tego elementu trudno wyobrazić sobie używanie przyczepki jako dwuosobowego wózka na codzienne spacery.

Test przyczepki Burley Honey Bee

Jeśli chodzi o podstawowe parametry to Honey Bee jest w miarę lekki – waży tylko 11 kg. Składa się do rozmiarów 94 x 62 x 28 cm (dł. x szer. x wys.), więc bagażnik żadnego samochodu nie powinien być dla niego za mały, a jego szerokość po rozłożeniu (76 cm) powoduje, że bez trudu mieści się w standardowych drzwiach mieszkania. Takie wymiary mogą też być zachęcające dla rodziców jednego dziecka, dla którego taka „powiększona” jedynka stanie się bardzo przestronnym pojazdem, gdzie będzie można przewozić wielu pluszowych przyjaciół, bądź całą biblioteczkę. Przestrzeń na nogi ma długość 25 cm oraz zagłębienie w podłodze, gdzie maluchy mogą wygodnie je ułożyć. Co prawda samo wnętrze jest bardzo skromnie wyposażone; oparcie siedzenia jest dość pionowe, lecz po zluzowaniu taśmy podtrzymującej z tyłu podparcie, dziecko może smacznie zasnąć (głowa nie opada). Udowodniła to nasza trzyletnia córka podczas przejażdżki modelem Bee, który zaopatrzono w identyczne siedzisko.

Projektanci zadbali o najdrobniejsze detale. Jak w pozostałych przyczepkach Burley przednia osłonka nóg jest odpinana, więc roczniak nie musi się przez nią wspinać. Boczne szybki (z filtrem UV) są lekko przyciemnione, co ułatwia sen dzieciom. Nie ma też szans, żeby klapa z moskitierą odczepiła się podczas jazdy po wertepach, gdyż przymocowano ją bezpośrednio do ramy przyczepki, a nie na rzepy, jak u innych producentów. W ascetycznej kabinie pozostawiono tak ważne dla dziecka kieszenie na drobiazgi, a także mniejszą kieszonkę (na przykład na dokumenty) w bagażniku, który być może nie imponuje rozmiarami, ale wszystko, czego potrzeba na piknik lub jednodniową wycieczką się tam zmieści. Położoną na dachu kabiny, zablokowaną rączkę można natomiast użyć jako podstawkę do przymocowanie rowerka biegowego, dzięki któremu maluch rozprostuje kości podczas postoju.

Mocowanie do roweru jest identyczne jak w pozostałych przyczepkach Burley. Z pozoru sztywne, ale przy pierwszej próbie ujawniają się zasady jego funkcjonowania - schowanie elastycznego elementu głęboko w rurze dyszla ma go zapewne zabezpieczać przed niepotrzebnymi wygięciami i przedłużyć jego trwałość.

Test przyczepki rowerowej Burley Honey Bee

WADY:

Najpoważniejszym mankamentem związanym zapewne z optymalizacją kosztów produkcji są pasy – dzieci przytrzymują tylko wąskie, pozbawione ochronek taśmy. Główne pasy są 3-punktowe, niepołączone z dodatkowym pasem biodrowym, dającym pozostałe dwa punkty zaczepu. Wygody maluchowi nie będzie też przysparzać ławeczka, która niewiele różni się od stosowanych w najtańszych przyczepkach. Jest to rozwieszony kawałek materiału, bez żadnych dodatkowych wkładek czy poduszek.

Jeszcze bardziej dokuczliwy może być brak wentylacji wewnątrz pojazdu, ponieważ w czasie deszczowego dnia dziecko może nie mieć frajdy z wycieczki. Po zakryciu przedniej moskitiery brakuje jakiegokolwiek otworu, przez które wlatywałoby do kabiny powietrze … Ale ta wada uwidacznia się tylko w deszczowe dni.

Niezbyt przypadł mi do gustu również system mocowania flagi ostrzegawczej. Przeznaczono do tego mały ruchomy element z boku rączki wózka, jak w przyczepce Burley D’lite. Teoretycznie ma on umożliwić zmianę ustawienia chorągiewki, a w praktyce flaga sama zmienia pozycję i łatwo ją zgubić. Ciężko również umieścić maszt w ciasnym otworze.

HONEY BEE, A BEE - RÓŻNICE:

Można się spotkać z opiniami, że Honey Bee od przyczepki Bee różni się wyłącznie tym, że ma kółko spacerowe i rączkę do pchania, ale nie jest to prawda, przede wszystkim dlatego, że umieszczenie ruchomej rączki determinuje nieznaczne różnice konstrukcja budki. Po pierwsze ścianki boczne mają dwa poprzeczne wzmocnienia, podczas gdy Bee zostało zaopatrzone w jedno. Druga sprawa może być bardziej kłopotliwa. Gdy zabrudzi nam się górna pokrywa, do jej zdjęcia będzie trzeba się uzbroić się w zestaw kluczy. Inną znaczącą różnicą jest sprawa zabezpieczenia przyczepki podczas jazdy po zmroku. Prócz odblasków z tyłu kabiny, wzdłuż szybek bocznych wszyto kilkumilimetrową tasiemkę odblaskową. W światełka odblaskowe zaopatrzono również przód kabiny. Jest to odczuwalna zmiana w stosunku do podstawowego modelu Bee.

Test Burley Honey Bee

PODSUMOWANIE:

Podsumowując, Honey Bee jest bardzo interesującą propozycją dla osób, pragnących używać przyczepki jako wózka i podczas wycieczek rowerowych - czyli zapewne dla dwóch-trzecich wszystkich użytkowników tego rodzaju pojazdów. A cenę ma na tyle przyjazną, że warto się zastanowić, czy nie jest lepszym rozwiązaniem niż 3w1 Croozera.